WYWIADY

 

wybrane

"Uzdrawiacz"

"Kobieta i styl"

 

  1. "Wiedza pomoże Ci być zdrowym" - Ewa Parvi "Uzdrawiacz" nr 6 z 2010r.
  2. "Światło życia" - Danuta Wysocka "Kurier Szczecićnski" 07.01.2009r.
  3. "Agnihotra, Zabiegi Fantomowe, Poszerzanie "Oka Percepcji" - Marian Stanisz "Uzdrawiacz" 06.2005r.
  4. "MÓZG PEŁEN TAJEMNIC" - ANNA SZPIGANOWICZ "Kobieta i Styl" 10.1999r.
  5. "MEDYCYNA ENERGETYCZNA" - TWÓRCĄ JERZY STRĄCZYŃSKI - STANISŁAW LEŚNY "Uzdrawiacz" 07.1999r.

  Bioenergoterapia, Szamanizm, Bioterapia, Medycyna Energetyczna, Kursy bioterapii, kursy bioenergoterapii

WIEDZA POMOŻE CI BYĆ ZDROWYM
Wywiad Ewy Parvi: "Uzdrawiacz" nr 6, 2010r.

- Widziałam jasnożółtą otoczkę, prawie kremową, pulsującą, w kształcie odwróconej gruszki. W okolicy barku i szyi kolor żółty przechodził w czystą zieleń...
   - Ja widziałam niebieskawą poświatę ... w okolicy pana głowy jej kolor jaśniał, stawał się prawie biały...
  - Mnie się wydaje, że dostrzegłem taką otulinę, rozszerzającą się miejscami, zwłaszcza koło głowy... miała kolory tęczowe... jakoś tak się zmieniała, promieniowała...
  - To była biała poświata wokół pana ciała, która chwilami mieniła się różnymi kolorami, jakby pulsowała...
 - Coś było, ale takie zamglone, czarno-białe...

  Kilkanaście osób - maksymalnie skoncentrowanych, z przymrużonymi oczami, wpatrywało się w postać wykładowcy przez kilka minut, a potem, po kolei, każdy opisywał co widział lub też co wydawało mu się, że widzi. Było to wizualizacyjne ćwiczenie postrzegania aury na zajęciach kursu bioterapii, prowadzonego w kwietniu w Krakowie przez Jerzego Strączyńskiego. Po odpowiednim przygotowaniu, kursanci starali się zobaczyć aurę swojego wykładowcy. Jeżeli nawet wtedy niektórzy ulegali sugestii lub fantazjowali, nie chcąc być gorszymi od innych, to wiele z tych osób, po dalszych treningach i pracy nad sobą, rozwinie zdolności postrzegania pozazmysłowego. Będą widzieć aurę różnych ludzi, i potrafią z jej wyglądu wyciągać odpowiednie wnioski. A ci, którym nie będzie dane widzieć aury, wyczują swoimi dłońmi jej kształt, wibracje, wybrzuszenia, ubytki.

    Jerzy Strączyński, znakomity warszawki bio i naturoterapeuta, psychotronik, znawca medycyny Dalekiego Wschodu, po latach praktyki przekazuje teraz swą wiedzę i doświadczenie adeptom bioterapii. Prowadzi według własnego, autorskiego programu kursy, szkolenia, warsztaty bioterapii i medycyny energetycznej (wibracyjnej), wykłada na uczelniach, pisze książki. W kwietniu prowadził taki tygodniowy kurs w Krakowie. Zaprosił mnie: "Proszę wpaść, posłuchać, zobaczyć". Wieczorem, po skończeniu zajęć udało mi się z nim porozmawiać. Zadziwiające! Po tylu godzinach wykładów i pracy z kursantami nie był wcale zmęczony, chętnie odpowiadał na moje pytania.

- Jak to się stało, że Pan, z wykształceniem uniwersyteckim, historyk sztuki, zajął się naturoterapią, psychotroniką, dalekowschodnią medycyną?

    Moje poważne zainteresowanie się uzdrawianiem, bioterapią, tradycyjną medycyną tybetańską, chińską, ajurwedyjską sięga połowy lat 80. W tym czasie byłem już człowiekiem wykształconym, moja firma dobrze prosperowała, nie musiałem goić za pieniędzmi. Miałem czas i silną motywację, by zająć się tym, co mnie od dawna interesowało. Wtedy właśnie w Polsce zaczęły w tej dziedzinie dziać się ciekawe rzeczy. Z wypiekami na twarzy uczestniczyłem w 1987 roku w Kongresie Polskiego Towarzystwa Psychotronicznego w Warszawie. Przewodził mu znany reżyser, psychotronik i parapsycholog Lech Emfazy Stefański. Wykłady i pokazy prowadzili, oprócz Stefańskiego, wybitni fachowcy w tej i pokrewnych dziedzinach, m.in. Michał Urbański, Ryszard Tomaszewski, Jerzy Rejmer, Jan Szymański, Tadeusz Doktór, Stefan Abramowski, Jacek Santorski. Potem miałem wyjątkową możliwość przyglądania się jak pracują najlepsi wówczas uzdrowiciele: Paweł Połonecki, Ryszard Ulman, Andrzej Lisiak, Lech Borc, Marek Kalwoda, dr Stefania Szantyr-Powolny, czy też Jan Putkowski, który swą wiedzę czerpał z dorobku medycyny ludowej. Tym co mnie najbardziej zafascynowało, były ich ręce. Niezwyczajne, można rzec magiczne. Obserwowałem jak zręcznie muskały ciało chorego z pewnej odległości, by po chwili, jakby w gęstwinie niewidzialnych sieci coś rozplątywać, wyciągać czy też tkać na nowo jakiś kokon, uzupełniać go, wzmacniać.

- A potem były Indie, fascynacja tybetańską duchowością, medycyną i praktykami szamańskimi, tradycyjną  medycyną chińską, odkrycie medytacji...

    Pod koniec lat 80. byłem w Indiach. Tam zetknąłem się ze wschodnim systemem medyczno-filozoficznym. Uczestniczyłem w wielonarodowym spotkaniu ludzi zajmujących się jogą. Potem odkryłem szamanizm i tradycyjną medycynę tybetańską. Moim mistrzem był lama Tenzin Wangyal Rinpocze, który odwiedza Polskę, udzielając nauk duchowych. Urodził się na uchodźctwie w Indiach. Dorastał w tradycji bon, jak i buddyjskiej. Będąc dziesięcioletnim chłopcem został mnichem. W zachodnim Tybecie i północnych Indiach jest uważany za wielkiego uczonego, uzdrowiciela o magicznych mocach i egzorcystę, potrafiącego poskramiać złe duchy. Poznałem też systemy medytacyjno-relaksacyjne, zgodne z założeniami naturalnej medycyny ajurwedyjskiej i tybetańskiej. Często medytuję i zalecam to wszystkim. Nawet krótka seria ćwiczeń medytacyjno-relaksacyjnych przynosi znakomite efekty. Pozwalają one osiągnąć tak potrzebną równowagę emocjonalną, dobre zdrowie, radość życia, wzmocnić energię życiową, psychikę i umysł.

- Na swojej stronie internetowej, i informacjach o kursach, pisze Pan: "Chciałbym przypomnieć i uświadomić, że każdy normalny, zdrowy człowiek ma potencjał do uzdrawiania i po odpowiednim przeszkoleniu może go wykorzystać". Czy rzeczywiście każdy człowiek może zostać bioterapeutą po ukończeniu kursu?

    Każdy człowiek ma w sobie potencjał uzdrowicielski i swoją indywidualną wrażliwość energetyczną. Każdy po moim kursie amatorskim czy półprofesjonalnym może wspierać drugiego człowieka. Osoby z większymi wrodzonymi predyspozycjami, kończąc jeszcze szkolenia wyższego stopnia, wyrastają często na bardzo dobrych bioterapeutów. Jednak wielu uczestników moich kursów zapisuje się na nie głównie po to, by móc pomagać sobie samemu, rodzinie, przyjaciołom - w chorobach, różnych problemach natury zdrowotnej, psychicznej, duchowej. Nie zamierzają zmieniać swoich zawodów, zostać uzdrowicielami. Pragną jedynie rozwijać się, poznać tajniki i techniki uzdrawiania duchowego, bioterapii czy też medycyny wibracyjnej. Interesują się tym i wierzą, że wiele z tego co się tu nauczą może im się przydać w życiu. Chcą coś zrobić dla siebie, zachować zdrowie, utrzymać dobrą kondycję fizyczną i psychiczną, a przy okazji pomagać innym.
Jednak z samego faktu, że każdy człowiek ma pewien potencjał energetyczny do uzdrawiania nie wynika, że może lub powinien zajmować się bioterapią. Są pewne przeciwwskazania, takie jak złe zdrowie, nadwrażliwość psychiczna i emocjonalna, brak odpwiedzialonści za zdrowie drugiego człowieka, "szpony" nałogów.

- Czym według Pana powienien odznaczać się dobry bioterapeuta?

    Fachowością, uczciwością, współczuciem. Nie wolno mu wkraczać w kompetencje zastrzeżone dla lekarzy, podważać diagnozy medycznej ani odwodzić chorego od terapii i leków, jakie zalecił lekarz. Podstawowe umiejętności, które są konieczne by być dobrym i skutecznym bioterapeutą to: siła skupienia czyli umiejętność koncentracji, siła woli (gorące pragnienie pomocy, uzdrowienia), moc wyobraźni, kontrolowana wrażliwość energetyczna.
    Siła skupienia pozwala bioterapeucie wprowadzać energię w określony, zaatakowany chorobę organ ciała ludzkiego, w jego wybrane tkanki, a nawet korórki. Pozwala też kontrolować przepływ energii przy przesyłaniu jej na odległość. Siła woli jest konieczna, by nie rozpraszać się, utrzymać koncentrację dłużej oraz nadać właściwy charakter i określoną moc uzdrawiającą przekazywania energii. Dzięki tej sile woli bioterapeuta zawsze podejmuje walkę z chorobą i wierzy, że ją wygra. Energia siły woli uzdrowiciela przekazywana choremu pobudza jego osłabioną wolę życia, przyspieszając proces zdrowienia. Moc wyobraźni pomaga bioterapeucie w wizualizacji, widzeniu aury i innych zjawisk paranormalnych. Dzięki niej potrafi on tworzyć wizje zdrowego organu bez chorobowych komórek lub innych defektów i nadać jej taką siłę, że chory szybciej powraca do zdrowia. Kontrolowana wrażliwość energetyczna pozwala uzdrawiającemu uświadomić sobie różnorodność odczuć i informacji płynących z ciała i aury chorego oraz w sposób świadomy otworzyć się na te odczucia, ale także skutecznie zamknąć się na nie po skończonym zabiegu. W ten sposób zabezpiecza ona uzdrowiciela przed niebezpiecznym odczuwaniem dolegliwości innych osób w jego ciele.

- Panuje powszechne przekonanie, że jasnowidzenie to zdolność wyjątkowa, którą posiadają tylko nieliczni, której nie można się nauczyć. Tymczasem Pan uczy kursantów wizualizacji, widzenia aury. Jak to możliwe? Czy to jakieś czary?

    Człowiek nie kończy się na skórze. Jego widzialne fizyczne ciało otulają powłoki energetyczne o odpowiednim kształcie, barwie, zagęszczeniu i funkcjach.
Najbliższa ciała fizycznego jest aura, zwana wewnętrzną lub biopolem, a dalej otaczają nas: ciało emocjonalne (astralne), ciało mentalne, ciało przyczynowe i ciało duchowe. To właśnie aura wewnętrzna wchłania energię życiową (bioenergię). Jej istnienie potwierdzają zdjęcia wykonane przy pomocy fotografii kirlianowskiej. Zdrowego człowieka otacza aura "grubości" około 10-15 cm ale u osób chorych, którym coś dolega, ta energetyczna otoczka jest nieregularna, poszarpana, w chorych miejscach cieńsza, dziurawa. Chorobę może także spowodować nadmiar bioenergii występujący w pewnym miejscu od dłuższego czasu, i wówczas aura w tym miejscu się wybrzusza.
    Umiejętność wizualizacji zjawisk energetycznych jest niezwykle ważna w pracy bioterapeuty. Dzięki widzeniu aury można dostrzec chorobę w ciele energetycznym, zanim przejawi się w organizmie człowieka. Zanim pojawi się na przykład katar i kaszel, w aurze, w okolicach gardła i płuc, występują ubytki bioenergii, które jasnowidzący zobaczą jako szare plamy. Jeśli jakiś obszar ciała energetycznego jest osłabiony z powodu ubytku bioenergii, odpowiadająca mu część ciała fizycznego będzie źle funkcjonować albo ulegać infekcjom.
    Postrzegania aury uczę już na podstawowym kursie bioterapii. Jak? To pewna moja tajemnica, ale trochę ją zdradzę. Jest to specjalne działanie, polegające na odblokowaniu centrów energetycznych i uwrażliwieniu czakry trzeciego oka, znajdującego się na środku czoła, pomiędzy brwiami. Czakra ta m.in. odpowiada za funkcje zmysłów i postrzeganie pozazmysłowe. Dzięki takiemu działaniu kursant w szybszym tempie może wejść w tzw. kontrolowane widzenie energetyczne, w tym spektrum widzenia, jakie jest ono dla niego możliwe i bezpieczne. Poniewż każdy człowiek ma inną możliwość widzenia, stąd wizje aury nie są jednakowe. Na kursie podstawowym różnie z tym widzeniem aury bywa, zależy to od predyspozycji danej osoby. Ale podstawowy poziom wizualizacji, czyli postrzeganie energii wokół ciała człowieka powinni osiągnąć wszyscy adepci profesjonalnego kursu bioterapii.

- Ci, którzy nie są w stanie zobaczyć aury, mogą nauczyć się ją wyczuwać...

    Poza siedmioma czakrami głównymi jest wiele pomniejszych czakr: na wewnętrznej stronie dłoni, na opuszkach palców, stopach kolanach i na wysokości głównych narządów. Przeważnie kurs bioterapii zaczynam od uwrażliwiania dłoni i palców oraz uświadomienia sobie przez słuchaczy, jakie towarzyszą temu zjawiska. W tym celu wprowadziłem weile "inicjacji energetycznych", umożliwiających szybkie otwarcie czakr dłoni i opuszków palców oraz czakry trzeciego oka. Celem tych inicjacji jest wprowadzenie adeptów w doświadczenie wrażliwości, jaką dysponuje nauczyciel, podniesienie na wyższy poziom ich indywidualnych wibracji oraz poszerzenie tzw. okna percepcji.

- Wykłada Pan na kursach medycynę energetyczną. Co to jest, czym się różni od bioterapii? Czy medycyna energetyczna i wibracyjna to jest to samo?

    W dzisiejszym nowoczesnym świecie, w bioterapii nie wystarczy już prosta intuicja i nakładanie rąk na chore miejsca. Czasy tzw. bioterapii dotykowej bezpowrotnie minęły. Techniki bioterapii dotykowej bezpowrotnie minęły,. Techniki bioterapeutyczne bardzo się rozwinęły, czego przykładem jest medycyna energetyczna, zwana wibracyjną. Na czym polega? Jest to obszerny temat i myślę, że zostawimy go na naszą następną rozmowę.

Rozmawiała: Ewa PARVI

ŚWIATŁO ŻYCIA
Kurier Szczeciński 07.01.2009r. -> www.24Kurier.pl 

Rozmowa z Jerzym Strączyńskim, bioenergoterapeutą, wiceprezesem Polskiego Zrzeszenia Naturoterapeutów Dyplomowanych

 „Cuda nie zdarzają się wbrew naturze, lecz tylko wbrew temu, co jest nam znane w naturze". (św. Augustyn)

 - Ilu bioenergoterapeutów zrzesza warszawski związek naturoterapeutów i ilu z nich działa poza organizacją?

- W zrzeszeniu mamy około 50 członków, wysokiej klasy specjalistów, działają w całym kraju. Poza naszą organizacją istnieje wiele innych. Tak naprawdę nie wiadomo, ile osób zajmuje się uzdrawianiem. Jednak szerzej medycyną naturalną w Polsce może zajmować się nawet do 50 tys. osób. Nasza organizacja nie weryfikuje ani nie potwierdza kwalifikacji zawodowych, choć mamy świadomość, że istnieje pewna grupa osób, która psuje nam reputację.

- Na czym polega zjawisko uzdrawiana metodami naturalnymi?

- Chcę podkreślić, że wykwalifikowani bioterapeuci nigdy nie wchodzą w tok diagnozy i terapii medycznej, działają w polu energetycznym człowieka, usprawniają przepływ energii w meridianach, doładowują, harmonizują pole energetyczne na fizycznych i subtelnych poziomach. Nierównowaga energetyczna powoduje bloki i spiętrzenia energii w organizmie, które mogą stać się przyczynami chorób. Opieramy się między innymi na starej, sprawdzonej przez wieki wiedzy: medycynie naturalnej, chińskiej i tybetańskiej, na technikach oczyszczających, relaksacyjnych. Działamy na system immunologiczny, wzmacniamy witalność energetyczną, co również sprawia, że przepisane przez medycynę oficjalną lekarstwa są lepiej przyjmowane przez organizm. Uważam, że komplementarność działań, czyli korzystanie z medycyny naturalnej i bioenergoterapii oraz tej nowoczesnej, akademickiej, może przynieść choremu korzyść, usprawnić dochodzenie do zdrowia.

- Jaką rolę w procesie terapii spełnia pacjent?

- Myślę, że sam chory zawsze odgrywa dużą rolę w procesie zdrowienia. Staramy się, aby stał się świadomym i aktywnym czynnikiem procesu terapeutycznego. W powrocie do zdrowia pomagają nie tylko lekarstwa i nasze działania, ale także żywienie, relaks i ruch, zmiana złych nawyków, głębokie zrozumienie samego siebie, własnej wrażliwości i właściwych relacji z innymi ludźmi.

- Czy każdy może zostać bioenergoterapeutą? Organizuje pan różne kursy, za które chętni płacą, by potem przystępować do „leczenia innych”.

- Od razu prostuję - bioterapeuta nie leczy w sensie medycznym i nie każdy może być bioenergoterapeutą, choć prawie każdy ma potencjał do uzdrawiania. Aby zostać skutecznym naturoterapeutą, trzeba mieć wiedzę, również z zakresu anatomii i fizjologii. Trzeba być też samemu zdrowym, dojrzałym emocjonalnie i psychicznie, wiedzieć, co to znaczy odpowiedzialność w zawodzie i nie rościć sobie prawa do zastępowania lekarza. Zainteresowania muszą być autentyczne, wypływać z głębi człowieka. Dobry bioenergoterapeuta aby pomóc, musi odznaczać się fachowością. Powinien umieć zdystansować się od problemów klienta. Twierdzę, że do takiej pracy trzeba mieć odrobinę daru i predyspozycje. Pragnę też rozwiać mit, że po kursie każdy „leczy” - leczy lekarz, my, poprzez działania energetyczne, pozytywnie wpływamy na zdrowie człowieka. Na szkolenie przychodzą przeważnie ludzie ze średnim i wyższym wykształceniem, którzy chcą pomóc sobie i najbliższej rodzinie. Pragną rozwinąć się w takiej niekonwencjonalnej dziedzinie - i to nie dla pieniędzy, bo mają dobre zawody i bywają majętni. Nasi kursanci po prostu rozumieją, że zharmonizowanie ciała, energii i umysłu zdecydowanie polepsza zdrowie, daje siłę i radość oraz pewien komfort w życiu. Szukają też zrozumienia różnych zjawisk, zasad zdrowia, mądrości. Przecież wokół nas i wewnątrz nas jest pełno tzw. tajemnic. Warto poznać niektóre inne teorie dotyczące zdrowia, makrobiotyki, dalekowschodnie koncepcje medyczne, ciekawe wytłumaczenia, także definicje z różnych poziomów wiedzy ezoterycznej.

- Istnieje pewien ruch w Europie, który chce eliminacji medycyny naturalnej.

- To prawda, nawet w Polsce szykuje się nowa ustawa w tej kwestii, choć opinie środowiska bioenergoterapeutów nie są zbytnio brane pod uwagę. Osobiście sądzę, że najlepiej byłoby połączyć siły medycyny akademickiej z wielowiekowym dorobkiem medycyny naturalnej, dalekowschodniej, a także bioterapii.
Przecież na kursy bioterapii przychodzą także praktykujący lekarze, czasami wysocy specjaliści, wielu z nich z nami współpracuje. Poznanie funkcjonowania człowieka na poziomie energii, różne metody postrzegania pozazmysłowego wykraczają często poza obiektywne eksperymenty naukowe. Jest to wiedza fascynująca, ocierająca się często o tzw. cuda.

- Rozumiem, że w medycynie energetycznej świat postrzega się w kategoriach energii. Stan zdrowia i choroby również rozpatruje się w podobny sposób.

- Człowiek istnieje na 3 podstawowych planach: fizycznym, energetycznym i mentalno-duchowym. Zachodnia nauka współczesna potwierdza, że zbudowani jesteśmy z pól energii, niekiedy określanych jako pola morfogenne. W istocie wybiega się ku sferze, którą dopiero zaczynamy postrzegać i badać - ku koncepcji „energetycznego modelu życia i człowieka”. Trzeba też przyjąć, że we wszechświecie wszystko jest wzajemnie powiązane i współzależne, również eksperymentator ma wpływ na efekty doświadczenia... Korzystanie z fachowej pomocy w dziedzinie medycyny naturalnej stało się zjawiskiem społecznym, coraz bardziej akceptowanym na świecie. Prowadzone są np. badania na temat roli modlitwy i medytacji w procesie zdrowienia. To mówi wiele o tym, jak mało wiemy i jakie światy do zbadania otwierają się przed nami.

- Dziękuję za rozmowę

Rozmawiała Danuta WYSOCKA

  

  
Agnihotra, Zabiegi Fantomowe, Poszerzanie "Oka Percepcji"
WYWIAD UZDRAWIACZ 06.2005r.

Jerzy Strączyński to znany terapeuta warszawski. Jest znakomitym praktykiem, stale wzbogacającym swój warsztat o nową wiedzę. Włącza do uzdrawiania ciągle nowe metody. Przekazuje też swoje doświadczenia innym uzdrowicielom pragnącym posiąść nowe umiejętnoście. Z Jerzym Strączyńskim rozmawia dziennikarz "Uzdrawiacza".

- Od wielu lat mieści się pan w ścisłej czołówce polskich bioterapeutów. Uważany jest pan także za wybitnego fachowca zajmującego się szkoleniem w kraju i za granicą nie tylko początkujących bioterapeutów, ale również prowadzi pan seminaria doskonalące dla uzdrowicieli i bioterapeutów zaawansowanych. Kilka lat temu na łamach UZDRAWIACZA rozmawialiśmy o wyższych poziomach energetycznych, medycynie energetycznej (wibracyjnej), działaniach fantomowych w obszarze pól energetycznych ciał widmowych człowieka, o Pana profesjonalnych autorskich kursach bioterapii ukierunkowanych szczególnie na przekaz umiejętności praktycznych, które mają tak specyficzny i wyjątkowy charakter, że mówi się już o szkole Strączyńskiego – co pan na to?

- Rzeczywiście słuchacze prowadzonych przeze mnie kursów bioterapii praktycznej dostają to, czego jak sami mówią na innych kursach (wielu z nich ukończyło takie kursy), w satysfakcjonującym ich stopniu nie dostają. Na moich kursach dostają to, co określamy w naszym zawodzie poszerzeniem „oka percepcji”, czyli uaktywnienia zdolności paranormalnych i to w dość krótkim czasie. Następnie słuchacze poprzez właściwe ćwiczenia mentalne i energetyczne dłoni, ciała i umysłu, oraz wielostopniowe inicjacje energetyczne, otrzymują przekaz wrażliwości (czucia) i doświadczenia nauczyciela. Prowadzeni przeze mnie słuchacze podnoszą swój indywidualny poziom wibracji na tyle, że w bezpieczny i kontrolowany sposób potrafią zastosować swoje umiejętności i właściwości lecznicze dla dobra innych ludzi, lub na potrzeby własne.

Kurs bioterapii - diagnozaNie bagatelną sprawą, która mnie wspiera i pomaga w pracy jest fakt, że szkoleniem i kształceniem bioterapeutów zajmuję się już prawie piętnaście lat i tyleż samo, a może i więcej lat, praktykuję medytację w tradycji wschodniej. Pewne doświadczenia i techniki z tych wielu lat praktyki medytacyjnej wykorzystuję przy wprowadzaniach moich kursantów np. w trudny i wielostopniowy proces wizualizacji aury i innych zjawisk energetycznych.

ZABIEGI OCZYSZCZAJĄCE AURĘ

- Przejdźmy do Pańskiej praktyki zawodowej, co szczególnie interesuje naszych Czytelników. Pacjenci podkreślają bowiem, że Jerzy Strączyński jest wyjątkowo skutecznym bioterapeutą. Czy coś się w niej zmieniło, może wypracował Pan nowe skuteczne metody, jakieś odkrycia, nowości?

- Owszem, jest parę nowych metod. Stosuję je z powodzeniem już od jakiegoś czasu i nauczam ich w pewnym zakresie na swoich kursach bioterapii oraz warsztatach doskonalących, prowadzonych w Zakładzie Doskonalenia Zawodowego w Warszawie. Te nowe metody, to m.in. specjalistyczne, wielopoziomowe zabiegi oczyszczające aurę albo jeszcze szerzej, pole energii życiowej człowieka w aspekcie energetycznym i informacyjnym. Jedna z tych metod nawiązuje do starożytnej sztuki uzdrawiania poprzez oczyszczanie miejsc i negatywnych energii ogniem- czyli palenia agnihotry. W tej metodzie do wypalania negatywnych energii wykorzystuję płomień palącej się świecy, który reprezentuje mówiąc najogólniej oczyszczającą właściwość żywiołu (elementu) ognia. Zabieg jest trudny i dość długi, wymaga dużego skupienia, wysiłku i wyjątkowej uwagi oraz specyficznej wiedzy w tym zakresie.

- Trochę w tym magii?

Kurs bioterapii - zabieg-Rzeczywiście pacjenci, którzy leżą w tym czasie na leżance opowiadają, że wygląda on trochę jak magiczny rytuał, zaś ich odczucia w ciele na poziomie energetycznym, emocjonalnym i mentalnym są wyjątkowo silne i zróżnicowane. Zabieg prowadzi się w ten sposób, że najpierw oczyszcza się ciało z niesubtelnych negatywnych wibracji a następnie etapami przechodzi do coraz subtelniejszych poziomów ciała emocjonalno-astralnego, mentalnego a nawet przyczynowego. Dzięki temu, proces oczyszczania traktowany jest całościowo, obejmuje wiele sfer naszego życia wewnętrznego a także zewnętrznych relacji i uwarunkowań. Wykorzystuję w tym procesie starą maksymę, która powiada, że przyczyn wielu chorób należy szukać w sferze psychosomatycznej. W trakcie oczyszczania ogniem zauważyłem, że promieniowanie energii zaburzonego miejsca promieniuje o wiele dalej niż ogólnie się przyjmuje. Często sięga ono nawet paru metrów i jest bardzo silnie zakorzenione. Najczęstszym obszarem silnych nagromadzeń negatywnej, wręcz chorobowej energii, są okolice głowy, ramion oraz nóg.

- Czy taki seans jest skuteczny?

- Właśnie to jest najważniejsze, jak mówią moi pacjenci – to działa i jest skuteczne. Po takim zabiegu opowiadają, że czują się tak, jakby zdjęto z nich jakiś niewidzialny ciężar. I jeszcze jedna istotna rzecz – ten zabieg nie jest nastawiony na „dawanie energii”, on przede wszystkim oczyszcza i przywraca zdrowe wzorcowe wibracje organów, części ciała, jego energetycznych pól. Oczyszcza też świadomość umysłu.

Bioenergoterapia - zabiegW związku z tym nasuwa mi się jeszcze jedna refleksja, bardzo wielu bioterapeutów nastawiona jest wyłącznie na proste dawanie energii. Metoda ta jest mało skuteczna, kiedy porządkujemy energie chorego człowieka na jego wyższym poziomie wibracji. W medycynie wibracyjnej, której jestem zwolennikiem i propagatorem, przyjmuje się, że wibracja ma dwa podstawowe aspekty – aspekt energetyczny i aspekt informacyjny. Na wyższym poziomie organizacji struktur energetycznych człowieka dominuje informacyjny aspekt wibracji i o tym trzeba również pamiętać.

Kiedy pracuję w wewnętrznych strukturach fantomowych np. chorych organów, to moja terapia polega na przywracaniu im, poprzez tzw. operację fantomową, zdrowej, prawidłowej funkcji w subtelnym ciele widmowym. Kiedy indziej wystarczy tylko parę ruchów dłoni z odpowiednią sugestią mentalną i wizualizacją zdrowego obrazu organu lub jego części i proces zdrowienia pacjenta następuje dość szybko.

DIAGNOZA WŁAŚCIWA TERAPIA I POTENCJAŁ DO WYZDROWIENIA

- No dobrze, ale proszę mi wytłumaczyć, dlaczego w tych samych dolegliwościach jednym pomagacie a innym nie? - słyszałem tyle różnych teorii na ten temat.

- Myślę, że wszystkie po części są prawdziwe. Ja wyróżniam trzy podstawowe czynniki i jeżeli one zaistnieją w relacji bioterapeuta - pacjent to pozytywny efekt terapii powinien być widoczny. Pierwszy z nich to właściwa diagnoza oparta na wrażliwości energetycznej z jednej strony i właściwej interpretacji tych odczuć z drugiej. By właściwie zinterpretować odczucia płynące z ciała chorego i jego subtelnych ciał energetycznych, potrzebna jest wiedza oraz odpowiedni model teoretyczny, który wyjaśni nam czym jest to zaburzenie i gdzie jest jego przyczyna.

Zabieg - oczyszczanieDrugi podstawowy czynnik to zastosowanie właściwej terapii. Jeżeli nie popełnimy błędu w pierwszej fazie zwanej diagnozą, to wybranie właściwej formy terapii energetycznej i ewentualne wsparcie jej innymi metodami medycyny naturalnej nie powinno nastręczyć, dobrze wyszkolonemu bioterapeucie, większych trudności. Ale zdarzają się tzw. błędy terapii np. zamiast bardziej oczyszczać i zdejmować nadmiar energii, bioterapeuta nadmiernie energetyzuje.

Trzeci ważny czynnik, na który niestety nie mamy większego wpływu, to moim zdaniem brak u pacjenta tzw.- „potencjału do wyzdrowienia”. Jeżeli ten trzeci czynnik jest czynnikiem dominującym, nasze działania mogą okazać się mało skuteczne. Ponieważ na temat tego trzeciego czynnika wiemy na ogół zbyt mało, dlatego powinniśmy nie zaprzestawać zbyt wcześnie naszych zabiegów, gdyż nie wiadomo nigdy, kiedy może on stracić swój charakter dominujący.

Z mojego wieloletniego doświadczenia wynika, że czasami prosty zabieg doenergetyzowujący może w znacznym stopniu ograniczyć lub znieść całkowicie destrukcyjną rolę tego czynnika, - ale może też i nie zadziałać.

W moim przekonaniu ten trzeci czynnik zdecydowanie determinuje naszą pracę.

TRAKTUJĘ PACJENTA JAKO CAŁOŚĆ

- Z jakimi dolegliwościami trafiają do pana pacjenci, czy w czymś się pan specjalizuje?

Zabieg oczyszczania ogniem- Raczej nie, staram się pomagać we wszelkiego rodzaju dolegliwościach takich jak: choroby reumatyczne, stawowe i kostne, gojenie ran i blizn pooperacyjnych, bóle głowy, pleców i kręgosłupa, dolegliwości żołądkowe, wątroby, nerek, i innych organów wewnętrznych, przewodu pokarmowego, zła praca jelit (nadwrażliwość), choroby kobiece. Pomagam w chorobach układu krążeniowego. hormonalnego, nerwowego itp. Dużo też pracuję z dziećmi zajmując się min. takimi dolegliwościami jak: opóźnienie mowy, moczenie nocne, brak koncentracji, nadpobudliwość.

W zasadzie my bioterapeuci głównie leczymy człowieka jako całość, a nie poszczególne choroby. I jeszcze jedna ważna uwaga, ja blisko współpracuję z lekarzami, ze światem nauki i medycyny. Szanuję i cenię ich pracę i nie wkraczam w kompetencje zastrzeżone dla lekarza. Dla mnie osobiście, diagnoza medyczna i terapia zalecona przez lekarza jest bardzo pomocna i w żaden sposób nie ogranicza mojego działania.

Rozmawiał: MARIAN STANISZ

 

MÓZG PEŁEN TAJEMNIC
"Kobieta i Styl" 10.1999r.

Jerzy Strączyński - wywiadJerzy K., warszawski lekarz, woził matkę cierpiącą z powodu zaburzeń błędnika od specjalisty do specjalisty. W końcu trafił z nią do bioterapeuty i od początku do końca obserwował zabieg. „Bioterapeuta polecił matce, aby zamknęła oczy - relacjonował później. - Położył jej ręce na głowie, sam też zamknął oczy i oznajmił: za chwilę pokażą się pani linie. Proszę opisać, jak biegną. Widzi je pani? - Nie. - A teraz? - Za moment matka nie otwierając oczu powiedziała, że widzi linie. - Jak przebiegają? - pytał bioterapeuta. - Ukośnie, podnoszą się w lewo - wyjaśniła. - Dobrze, a teraz proszę dać mi znać, gdy przesuną się do poziomu. - Już! - Dziękuję, to wystarczy. Matka otworzyła oczy i podniosła się z krzesła bez mojej pomocy. Po tym jednym zabiegu zaburzenia równowagi skończyły się i do tej pory nie powróciły".

- Proszę powiedzieć, co Pan robi z błędnikiem? Kiedy się słucha o przypadkach schorzeń, w których Pana pomoc była skuteczna, sprawia to wrażenie jakiejś niewiarygodnej sztuczki.

- Jest to metoda, którą sam wypracowałem. Może ktoś działa podobnie, ale nie słyszałem o tym. Wieloletnie uprawianie medytacji umożliwiło mi po zamknięciu oczu zobaczenie czegoś w rodzaju monitora, ekranu. Na tym moim „ekran/e" mogę śledzić te funkcje mózgu pacjenta, które chce zbadać.

W opisanym przypadku zestroiłem się z mózgiem pacjentki, a następnie narzuciłem jej swój „ekran" nastawiony na diagnozowanie błędnika. l pacjentka, i ja mogliśmy obserwować układ energetycznych linii. Gdyby błędnik działał prawidłowo, linie biegłyby poziomo. Jednak obydwoje wiedzieliśmy, że są odchylone. Zawsze wtedy dodatkowo sprawdzam. Następnie, trzymając dłonie na głowie pacjentki, siłą umysłu - bo inaczej tego nazwać nie mogę - zmieniam położenie linii. Zaraz potem pacjenci otwierają oczy, wstają i stwierdzają, że zaburzenia znikły.

- Czy korzystając z tej same/ zdolności dostrajania się do drugiego człowieka potrafi Pan diagnozować i leczyć inne przypadłości umysłu?

- Umożliwia mi to pracę z psychiką dorosłych i dzieci w dość szerokim zakresie, np. przy braku koncentracji uwagi albo braku logicznego myślenia. Są dzieci, które nie radzą sobie z matematyką, ponieważ ich poziom abstrakcyjnego myślenia jest nie ukształtowany. Zestrajam się z umysłem takiego dziecka, rozwijam mu przestrzeń i prowadzę tak, aby rysowało w myślach np. figury przestrzenne.

- Jak Pan to robi konkretnie?

- Po zestrojeniu się z umysłem dziecka mówię: zamknij oczy i powiedz, co widzisz. - Nic. - To „nic" jest szare, czarne, jasne? - pytam, ale już wiem, co widzi dziecko, l słyszę dobrą odpowiedź: szare, chociaż dziecko nie uświadamia sobie jeszcze, że już widzi. Mówię: teraz postaw kropkę. Teraz narysuj linię, l sprawdzam, jak wygląda ta linia. Prawidłowo, więc mówię: złam dwa boki tej linii i zepnij je w górze. Co powstało? - Trójkąt. -Zaokrąglij kąty, co będzie? - Koło.
- Narysuj 6 i odwróć do góry nogami. Co będzie? - 9. - l tak zadaję dziecku kolejne ćwiczenia, cały czas sprawdzając. Umysł dziecka otwiera się, zaczyna pracować inaczej. A przy okazji najbliższego badania psycholog stwierdza, że nastąpiła znaczna poprawa, o czym natychmiast donoszą mi rodzice.

- A jak Pan pracuje z zaburzeniami mowy?

- Zdarza się, że trafiają do mnie dzieci w wieku 2-5 lat z zablokowanym ośrodkiem mowy, z opóźnieniami w rozwoju mowy. Bioenergoterapia, ale ta na wyższym poziomie pracy z energiami, bywa w takich przypadkach bardzo skuteczna. Jak leczę? „Wchodzę w ośrodek mowy na podobnej zasadzie, jak przy leczeniu błędnika. Zazwyczaj gdy dziecko ma kłopoty z mówieniem, rodzice wywierają nacisk, aby mówiło jak najwięcej. Wtedy dziecko denerwuje się, męczy, mówi coraz gorzej. W mojej terapii nie wolno mówić na głos! Wtedy dziecko nie stresuje się i otwiera się. - A jak mam mówić? -pyta.
- W myślach - odpowiadam. - Ja będę mówić na głos, a ty w myślach i tylko ruszaj ustami. To bardzo prosta terapia. Trzymam rękę na głowie dziecka i mówię jakiś znany wierszyk, wyraźnie, dzieląc go na sylaby. Każda sylaba, każdy dźwięk ma inną wibrację. Ja mówię wibracjami do ośrodka mowy, przypominającego membranę, w którą uderzam energią.

- Ille takich seansów trzeba przejść?

- Trzy, cztery, ale po pierwszym są już efekty.

- A leczenie zaburzeń słuchu?

- Opieram je na tej samej zasadzie.

- Przypadkowo wiem, że leczył Pan autystycznego chłopczyka, który po bodajże dwóch spotkaniach zaczął nawiązywać kontakt z otoczeniem. Wydaje się, że w tak krótkim czasie jest to niemożliwe...

- Doprowadzam do nawiązania kontaktu z dzieckiem. Słownie jest to na ogół niemożliwe. W jodze, którą ćwiczę, pracuje się z emocjami. Każda emocja ma swój aspekt energetyczny, swoją wibrację. Jeżeli dostroję się energetycznie do takiego dziecka - a to nie sprawia mi kłopotu - nie muszę z nim rozmawiać. Po dostrojeniu się przesyłam mu dobrą, miłą wibracje.
Dlaczego dziecko blokuje się na świat zewnętrzny? Bo postrzega go inaczej niż my. Bodźce płynące z zewnątrz nie dają mu przyjemności, przeciwnie, sprawiają przykrość. Nie ma znaczenia, czy ktoś uśmiecha się czy nie, czy coś jest słodkie czy gorzkie. Wszystko jest negatywne. Natomiast świat wewnętrzny jest światem przyjemnym.

Wchodząc w umysł takiego dziecka, reprezentuję dla niego cały zewnętrzny świat. W kontakcie ze mną doznaje ono na poziomie energetycznym przyjemnych odczuć. Teraz, jak po lince, można próbować przeciągnąć je na stronę świata zewnętrznego pierwszym pozytywnym wrażeniem, które stamtąd do niego dotarto.

W warszawskim mieszkaniu pana Jerzego, gdzie rozmawiamy, na stole piętrzy się zbiór wszelakich ludzkich nieszczęść: opisy chorób sporządzone przez pacjentów, diagnozy lekarskie, wypisy ze szpitali. Także listy pełne radości, że zdrowie powróciło, Jest tam sporo opisów mówiących o skutecznym wyleczeniu przypadków związanych z funkcjonowaniem centralnego układu nerwowego, kory mózgowej, ośrodków mowy, pamięci. Niewiarygodne, ale prawdziwe.

ANNA SZPIGANOWICZ

 

MEDYCYNA ENERGETYCZNA - JERZY STRĄCZYŃSKI
WYWIAD UZDRAWIACZ 07.1999r.

Zabieg - energetyzacja— Kim jestem — zastanawia się Jerzy STRĄCZYŃSKI — bioterapeutą czy uzdrowicielem"? Sądzę, że miano uzdrowiciel bardziej odpowiada temu co robię, gdyż pracuję na wielu płaszczyznach. Idę bardziej w kierunku nazywanym medycyną energetyczną, która łączy klasyczną bioterapię z uzdrawianiem duchowym i stara się dotrzeć do przyczyny choroby w sensie psychosomatycznym. Nie stosuję klasycznej bioterapii, tylko wpływam na energię pacjenta. Wchodzimy tu w system sterowania zdrowiem...

Strączyński, to uzdrowiciel przyjmujący w Warszawie. Ma jednak tak rozległą wiedzę teoretyczną i praktyczną, że zapraszany jest do prowadzenia kursów w różnych innych miastach naszego kraju. Ma grono zagorzałych sympatyków, podczas VII Krakowskiego Festiwalu Ezoterycznego aż trzykrotnie występował na sali estradowej, mogącej pomieścić 800 widzów. Były to medytacje oraz rozważania o uzdrawianiu i psychotronice, a także medycynie energetycznej.

DYSHARMONIA MIĘDZY CZŁOWIEKIEM A PRZYRODĄ

— Rewolucja przemysłowa — utrzymuje Jerzy Strączyński — wniosła dysharmonię między człowiekiem a przyrodą: Nazbyt krytyczny, czasem wręcz negujący stosunek do religii i innych wartości duchowych, niezbędnych w życiu człowieka, pozbawia go dostępu do najsubtelniejszych, wręcz życiodajnych poziomów energii, bez których byt człowieka może być poważnie zagrożony. Przykładem tego jest gwałtowny rozwój chorób o podłożu psychosomatycznym i zaburzeń psychicznych, określanych często jako „choroba duszy".

DIAGNOZA Z AURY CZŁOWIEKA

Zabieg - oczyszczanie tarczycyCzłowieka otacza aura. Uzdrowiciel, który pracuje na wyższych poziomach energetycznych, widzi człowieka wieloplanowo, najczęściej przez jego aurę. Widzi wiele powłok duchowych, z których każda magazynuje wiele informacji o emocjach, pragnieniach, myślach przeszłych i przyszłych. Powłoki te posiadają pewien zasób energii, którą możemy zagospodarować mądrze lub rozrzutnie, zyskując siły i zdrowie lub popadając w kryzys lub chorobę. A że te poziomy są w ciągłym ruchu, dlatego czasem popadamy w osłabienie i stres, a czasem zyskujemy bodziec i motywację do rozwoju. Te stany zdrowotne i emocjonalne —jak wyjaśnia Jerzy Strączyński — odbijają się w wyglądzie aury, wpływając na jej świetlistość, przejrzystość, kolor i wielkość. Aura potrafi informować o naszych możliwościach, kompleksach, stresach, przebytych i aktualnych chorobach, zdolnościach i predyspozycjach. Aura potrafi pokazać choroby, które są w tzw. fazie przed-klinicznej, czyli dopiero się zalęgają. Dowiadując się o nich możemy na czas im przeciwdziałać, niejako im zapobiec. I tu jest ważne, ale też trudne zadanie dla terapeutów. Trzeba zauważyć te zmiany w aurze i umieć je właściwie zinterpretować. Jerzy Strączyński uważa, że diagnoza i terapia w jego metodzie powinny spełniać dwie zasadnicze funkcje:

- rozpoznanie zaburzeń energetycznych w fazie przedklinicznej, przy uwzględnieniu psychosomatyki i duchowych potrzeb człowieka;

Zabieg oczyszczania stawu kolanowego- zastosowanie właściwej terapii energetycznej lub psychoterapii, udzielanie pomocy przy wyborze najskuteczniejszej metody w zakresie medycyny naturalnej i uzmysłowienie pacjentowi jego naturalnych potrzeb na drodze indywidualnego rozwoju duchowego.

7 LAT DOŚWIADCZEŃ

Jerzy Strączyński doszedł do swych spostrzeżeń przez 7 lat współdziałania z lekarzami. Okazuje się, że lekarze posługując się wiedzą tylko medyczną nie potrafią wykryć pewnych zakłóceń występujących w organizmie. Do tego potrzebna jest szczególna wrażliwość jaką dysponują psychotronicy. My — mówi uzdrowiciel — potrafimy odbierać informacje wywodzące się z kanałów energetycznych pacjenta i poprawić jego system energetyczny. Po kilku seansach chory zaczyna odkładać leki, ustępuje u niego stres, system emocjonalny wraca do normy. Jednym słowem człowiek zaczyna zdrowieć, choć poprzednio nie pomagały mu zabiegi lekarskie ani lekarstwa chemiczne.

SKUTECZNY W CHOROBACH GENETYCZNYCH

oczyszczanie pola aurycznegoMedycyna energetyczna idzie dalej od tradycyjnej medycyny. Dzięki niej można uniknąć schorzeń genetycznych, np. otyłości lub dolegliwości tarczycy. Rzadko się bowiem zdarza, że można medycznie wyleczyć otyłość dziecka, które odziedziczyło ją po rodzicach. W przypadku medycyny energetycznej to się udaje. Metoda Jerzego Strączyńskiego jest też daleko mniej ingerencyjna w organizm, niż tradycyjne leczenie medyczne nie wpływa ujemnie w przypadku ciąży, jest bezpieczna dla płodu, nie powoduje odrzucenia przeszczepu.

UWALNIA OD NERWIC MATKI I DZIECI

Do Jerzego Strączyńskiego przychodzą matki skarżąc się na zbyt dużą pobudliwość nerwową swoich pociech. Okazuje się najczęściej, że choroba matki powoduje nerwowość dziecka. Kilka seansów wprowadza do domów spokój. Jak uzdrowiciel tego dokonuje?

— Wpływam na system, który porządkuje energię. Ja nie kreuję nowego stanu, ale naprawiam zaburzenia. W chwili gdy system energetyczny funkcjonuje znów prawidłowo, sam sobie radzi z dolegliwościami Uspokaja system nerwowy, a także leczy inne chore organy. Zdarza się np., że po operacji na woreczku żółciowym, po pewnym czasie dolegliwości wracają. Mój zabieg powoduje, że kamienie się rozpuszczają i pacjent już właściwie nie ma więcej kłopotu z dotychczasową dolegliwością.

NADZIEJA DLA CIĘŻKO CHORYCH

Zabieg - regulacja czakry gardłaZ pomocy Jerzego Strączyńskiego korzystają też chorzy na nowotwory. Jest to kuracja równoległa — lekarska i uzdrowicielska. Terapeuta zauważa, że po jego zabiegach chorzy czują się dużo lepiej, łatwiej znoszą leczenie medyczne, w tym chemio-lub radioterapię. W niektórych przypadkach dochodzi do niespodziewanych wyleczeń i obumarcia raka. Jak to się dzieje?

— Dla procesu leczenia istotne jest czy nowotwór jest zwarty, czy też ma przerzuty. Ja je nazywam mackami. Moje zadanie ma na celu ściągniecie tych macek lub, jak będzie jeszcze jaśniej, pajęczyn w jedno ognisko do zwartości. Gdy to osiągnę, to wówczas łatwo doprowadzić do samounicestwienia komórek rakowych. Odcinam im pożywienie z krwi i wówczas one same umierają. Obecnie wiele autorytetów naukowych zajmuje się taką właśnie taktyką walki z nowotworami. To wielka nadzieja w opanowaniu tej choroby. Przyznam niestety, że nie często udaje mi się doprowadzić nowotwory do zwartości.

MEDYCYNA ENERGETYCZNA — DUŻĄ SZANSĄ

Medycyna energetyczna jest wielką szansą uzdrawiania. Najważniejsze w niej jest to, że terapeuta porządkuje tylko zaburzenia energetyczne i po takiej naprawie chory sam się uzdrawia przez własny układ immunologiczny. Kilkunastu terapeutów w naszym kraju stosuje z powodzeniem tę metodę, osiągając bardzo dobre rezultaty. Uzdrowiciel taki musi mieć rozwinięty dar jasnowidzenia, posiadać dużą wrażliwość.
Jerzy Strączyński blisko współpracuje z uzdrowicielem krakowskim Radkiem Pochą. o którym wielokrotnie pisaliśmy na łamach ,,Uzdrawiacza". Radek Pocha zobowiązał się przybliżyć naszym Czytelnikom metodę medycyny energetycznej.

STANISŁAW LEŚNY

 

COPYRIGHT © Jerzy Strączyński
WARSZAWA 2005